Strona główna Dodaj do ulubionych Napisz do nas
O nas|Aktualności|Galeria|Dziennik wypraw|Kontakt
   
Dolomity - okolice cortiny d'ampezzo 08.2013

  Kolejny sierpień, kolejny długi weekend tego lata nadszedł… wreszcie. Na ten wyjazd czekaliśmy. Pierwotny plan był zupełnie inny, termin również. Weekend wcześniej mieliśmy jechać też do Włoch, ale robić Matterhorn. Marek jednak wymarzył sobie powrót w Dolomity w okolice Cortiny d’ampezzo i koniami od tego pomysłu nie dało się go odwieść. W związku  tym On  planował wszystko.

13 sierpnia wyruszamy ok. 19.00 z Czechowic przez Czechy, Austrię do Włoch. Kierunek camp Dolomiti. Plan był prosty -  4 dni wspinania w ciągu dnia i ‘wiśnia’ na wieczór. Faceci nie skomplikowane istoty. Środa 5 rano jestesmy na campie. Śpimy parę godzin i ok. 10 jesteśmy już gotowi. Pierwszego dnia wybór padł na Lagazuoi Piccolo w grupie Fanis  - droga “ Cengia Martini” (Półka Martini). Droga wyceniana na IV z jednym miejscem V. Długość drogi szacowana na 175m i 5 wyciągów. Wybór drogi tego dnia był determinowany przede wszystkim przez niepewną pogodą oraz całonocną podróż. Na Lagazuoi Piccolo dochodzi się z przełęczy Falzarego ok 30 min. Na pierwszy ogień poszedł Luk. Droga póściła bez większych problemów. Jakość skały doskonała na pierwszych 4 wyciągach. Topo można wygooglać !
Na drugi dzień mieliśmy nieco ambitniejszy plan. Zastanawialiśmy się wieczorem podczas posiedzenia czy damy radę. Wyobraźnia pchała nas w kierunku dłuższej drogi. Sugestia i właściwie od razu poważny faworyt to magiczne Cimy. Tre Cime di Lavaredo i Cima Grande di Lavaredo - Filar Dibony (północno wschodnia ściana). Klasyczna droga o bardzo wyrównanych trudnościach w skali IV+. Długość drogi ponad 600 m i 18 wyciągów. Dojście od schroniska Auronzo w kierunku schr. Lavaredo aż pod ścianę (trzeba obejść tre cimy) zajęło nam ok. 1 h.  Rozważając tą drogę obawialiśmy się bardzo logistyki - szczególnie podczas zjazdów (ok 10 zjazdów z namierzaniem stanowisk zjazdowych). Obawy nasze wypowiedziane na głos zostały dopiero na dole :) Chyba jesteśmy trochę przesądni, a może rozważni ? Droga piękna z ciągłą lufą pod nogami. Marek prowdził i zrobił to doskonale. Logistycznie w rezultacie daliśmy rade. Chociaż podczas takiej drogi jak na topo masz półkę, to półkę dostrzeżesz w każdym miejscu na ściane, jak w topo jest kazalnica to w miejscu w którym akurat stoisz również ją dostrzeżesz :) Magia. W drogę wbiliśmy się ok. 8.30, przypominam chodzimy w trójkowych zespole. Ostatni zjazd robliśmy ok 20.30. Problemów technicznych nie było. Logistycznie trzeba się dobrze przygotować dla poprawienia samopoczucia :) Poniżej zdjęcie Cimy. Nasz linia to 1. Źródło foty http://www.camptocamp.org/
 
 

Dzień trzeci to rest. Rano wstajemy bez pośpiechu, idziemy na włoskie podwójne espresso z mlekiem, jemy śniadanie. W ten oto sposób godzina 10 i jesteśmy gotowi wbijać się w kolejną drogę. Mocniejsi psychicznie, ale nadal z intencją  lajtowego wspinania wracamy na Lagazuoi Piccolo. Tym razem idziemy na środkowy sektor na drogę “Dei proiettili” (Droga pocisków). Skala trudności wyceniona na IV+ z miejscem V-. 190 m długości i 6 wyciągów. Tym razem ja prowadziłem. Na starcie zaliczyłem wtopę, pomyliłem drogę i wbiłem się w coś, co nie miało ani VI+ ani też V-. Droga - interesujaca z paroma niespodziankami. Ostatni wyciąg to ok. 30 m komin. Podejście banalne. Już z parkingu przy dolnej stacji kolejki na przełęczy Falzarego linia drogi jest bardzo widoczna i charakterystyczna przez jej start. Zejście również nie przysparza problemów. 30 m łąką do ruin wojennych i już jesteśmy na szlaku z którego do przeł. tylko 45 min.

 

Wieczorem postanowiliśmy zjeść włoską pizze, napić się piwa i zobaczyć co dzieję się w Cortinie jak słońce zachodzi.

 

 

Dzień czwarty, ostatni - dzień wyjazdy. Plan na ten dzień również był mocno omawiany. Potrzebna nam była krótka max 5 -cio wyciągowa droga - o 14 musieliśmy opóścić camp. W rezultacie stanęło na …. zmianie kolejności. Rano się spakowaliśmy i pojechaliśmy się wspinać. W wspinaniu również zaszła mała zmiana - nawet nie wiemy kiedy - poszliśmy obadać tutejsze rejony sportowe. Taki kompromis z którego mam wrażenie na początku nie byliśmy zadowoleni. W rezultacie trochę się powspinaliśmy i zrobiło się bardzo fajnie.

Kolejny wyjazd i kolejny powrót ! To najważniejsze. Dolomity 2013 już za nami. Teraz już tylko mocno trzymamy kciuki za pogodę we wrześniu. W głowie już kolejny projekt - grań Tatr Wysokich Polskich. Peace&love.


Saymon



 

 

 

Dodaj komentarz
TAK
616
NIE
642
Czy ten artykuł był dla Ciebie ciekawy?
Aby oddać głos, kliknij na rączkę
Aktualnie brak komentarzy!
GADABOUT.PL
projekt i wykonanie m3.net

Ta strona używa plików cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zamknij