Strona główna Dodaj do ulubionych Napisz do nas
O nas|Aktualności|Galeria|Dziennik wypraw|Kontakt
   
Przełęcz Świnicka - zima 2010

Czwartek 9.12.2010 godz. 18.00 Łukasz się spóźnia bo pogoda fatalna na jazdę samochodem. W końcu o 18.30 docierają z Saymonem pod mój dom i ruszamy na wyprawę w Tatry. Główny cel wyprawy to zdobycie Świnicy 2301 m.n.p.m. Docieramy do Kuźnic o 21.00 i ruszamy nocą do Murowańca.

Podczas podejścia do schroniska cały czas towarzyszy nam gęsto padający śnieg, który nie wróży dobrych warunków do uprawiania turystyki następnego dnia. Nasze przewidywania potwierdzają się o poranku, gdy wyglądamy przez okno. Przez noc nasypało około 50 cm świeżego puchu. Nie zamierzamy się łatwo poddać i realizujemy nasze pierwotne plany – Świnica. Wyruszamy o 8.00. Jak się okazało, nikt przed nami nie wyruszył na szlaki więc przyszło nam je przecierać. Każdy krok wymagał użycia wielokrotnie większego niż w normalnie wysiłku, dlatego przystawaliśmy co kilka kroków aby odpocząć. Pogoda nas również nie rozpieszczała. Było zimno – około -10 stC a silny wiatr dodatkowo obniżał odczuwalną temperaturę. Pierwszy cel tj. przełęcz Liliowe, która stanowi granicę pomiędzy Tatrami Zachodnimi a Wysokimi osiągnęliśmy w 3 godziny. W normalnych warunkach zajęłoby to nam maksymalnie 1,5 godziny. Na przełęczy zaczęło bardzo mocno wiać a opady śniegu się zwiększyły, dlatego przez moment zaświtała w głowach myśl żeby wracać. W tym momencie dosłownie na chwilę nieoczekiwanie wyjrzało słońce, które dodało nam nadziei, że warunki się poprawią. Ruszyliśmy w kierunku Przełęczy Świnickiej. I tym razem sprawdziły się słowa powiedzenia „nadzieja matką głupich” bo po pokonaniu kilkudziesięciu metrów warunki pogodowe jeszcze bardziej się pogorszyły. Oblepieni śniegiem i lodem, dotarliśmy na Przełęcz Świnicką – 2051 m.n.p.m. Dosyć późna pora oraz fatalna pogoda sprawiły, że nasz główny cel wyprawy tj. zimowe zdobycie Świnicy musieliśmy odłożyć na inny termin. Zejście z Przełęczy Świnickiej nie napawało optymizmem. Już na samym początku musieliśmy pokonać stromy nawis śnieżny. Na szczęście okazało się że był mocno zmrożony, więc raki i asekuracja czekanem pozwoliły nam go pokonać. Zanim zeszliśmy do doliny musieliśmy jeszcze pokonać kilka takich miejsc. Gdy już zeszliśmy do doliny Łukasz postanowił dotrzeć do schroniska przez Przełęcz Karb. Ja z Saymonem wybraliśmy prostszy wariant. Jak się później okazało prostszy nie znaczy krótszy. Szlaki były w ogóle nie przetarte a cała dolina była pokryta białym płaszczem więc brnęliśmy po pas w śniegu przeklinając po każdym utknięciu w szczelinie między zasypanymi kamieniami. W pewnym momencie zorientowałem się, że wszedłem do strumyka wypływającego z Długiego Stawu. Do raka przykleiła się spora warstwa śniegu, która po chwili przekształciła się w lód i dopiero po pewnym czasie zdałem sobie sprawę co było przyczyną ociężałych nóg. Saymon dla odmiany zgubił jednego raka. Nagle zauważyliśmy w oddali drogowskaz dający nadzieję na nieco łatwiejszy teren. Ruszyliśmy szybko w jego stronę gdy nagle wyczułem dziwny dźwięk pękającego lodu pod stopami. Stanąłem jak wryty. Okazało się, że znalazłem się na środku stawu Kurtkowiec. Stawiając ostrożnie kroki dotarłem bezpiecznie na brzeg stawu. Od drogowskazu do rozwidlenia szlaków na Kasprowy Wierch brnęliśmy po pas w śniegu. Jakaż była radość gdy zobaczyliśmy wydeptaną ścieżkę prowadzącą do schroniska. W tym momencie Saymon wypowiedział słowa, które są mottem naszej witryny: „Góry uczą smaku rzeczy prostych, takich których nie doceniamy”. Te słowa doskonale oddają nasz stan ducha w tamtych warunkach. W schronisku czekała na nas ciepła góralska kwaśnica i prawdziwa górska społeczność, która w lecie ginie w tłumie przypadkowych turystów.

Dzień II

Następnego dnia nie mieliśmy wiele czasu bo musieliśmy wrócić do Czechowic w godzinach wieczornych. Plan nie był ambitny – Kasprowy Wierch 1987 m.n.p.m i zejście do Kuźnic. Po wyjściu ze schroniska pogoda okazała się łaskawa i pozwoliła nam zrobić kilka ładnych zdjęć otoczenia Doliny Gąsienicowej a więc Orlą Perć, Polski Matterhorn – Kościelec, wczorajszy niedoszły cel naszej wyprawy - Świnicę i cel dzisiejszego wyjścia - Kasprowy Wierch. W normalnych warunkach byłby to zwykły spacer ale w warunkach nie przetartych szlaków okazał się drogą przez mękę. Podobnie jak wczoraj brnęliśmy przez puch zapadając się nieraz po pas w śniegu. Droga z Kasprowego była bardzo przyjemna choć nieraz mieliśmy problemy z orientacją w nieprzetartym terenie.

(Borówa)


Dodaj komentarz
TAK
734
NIE
713
Czy ten artykuł był dla Ciebie ciekawy?
Aby oddać głos, kliknij na rączkę
Aktualnie brak komentarzy!
GADABOUT.PL
projekt i wykonanie m3.net

Ta strona używa plików cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zamknij