Strona główna Dodaj do ulubionych Napisz do nas
O nas|Aktualności|Galeria|Dziennik wypraw|Kontakt
   
Przełęcz pod Chłopkiem i Wrota Chałubińskiego

Wracając myślą do mojej ostatniej Tatrzańskiej przygody światło wydaje się jej motywem przewodnim. A tym razem wybrałem się (tak, sam - reszta wymiękła :) na Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem i Wrota Chałubińskiego.

Rozpoczynam w Palenicy o 10 wieczorem. Niebo bezchmurne, księżyc w pełni rozświetla drogę. Czołóweczka jest bezrobotna, choć na swoim miejscu.  Niespiesznym krokiem podążam w stronę schroniska przy Morskim Oku delektując się ciszą, samotnością i otaczającym pięknem. Oczywiście podąża za mną niepokój samotnej nocnej wędrówki ale staram się go traktować jak przyjaciela. Całą drogę towarzyszą mi odgłosy jeleni odbywających rykowisko. W pewnym momencie ryki dochodzą z dwóch stron drogi którą podążam – niezapomniane wrażenie. Mijani turyści ostrzegają, że jeden jeleń stoi na ścieżce w pobliży schroniska – podążam dalej z nadzieją zrobienia fotki – niestety nie udaje się spotkanie.

Gdy dochodzę do schroniska obok którego o dziwo ;) nie ma zwyczajowych tłumów staję zaczarowany widokiem światła księżyca  oświetlającego okoliczne szczyty i odbijającego się w tafli stawu. Księżyc wisi gdzieś niedaleko Rysów i jednocześnie rozpływa się w wodach Morskiego Oka nadając mu niesamowitego wyrazu. Ostro odcinające się na tle nieba majestatyczne Mięgusze, strzelisty Mnich. Wszystko to nie pozwalało iść spać mimo późnej pory (dochodziła północ).

Do strzępków świadomości w końcu dociera informacja – rano trzeba wstać. Rano – znaczy przed wschodem słońca. Chcąc nie chcąc idę szukać miejsca na sen. Schronisko zamknięte, szukam innego wejścia. Victoria – wejście od zaplecza jest otwarte, lokuję się na drugim piętrze w korytarzu. A jako, że to wyjazd pod znakiem światła – nade mną ciągle pali się światło :). Nie do wyłączenia. Ale co mi tam – drzemię z przerwami  do 5 rano, potem pobudka, szybki śniadanie i zrywam się do drogi.

Na zewnątrz ciemno i o dziwo księżyc jeszcze się ze mną żegna spomiędzy Mnicha i Miedzianych. Szybka wędrówka do Czarnego Stawu gdzie nie jest już potrzebna czołówka. Dalej – nowy dla mnie szlak na Kazalnicę i dalej na Mięguszowiecką przełęcz pod Chłopkiem. Niebo jest nadal bezchmurne więc bez przeszkód dostrzegam moment, gdy słońce budzi siebie i całą okolicę do życia. Maluje pierwsze wierzchołki oraz świat gdzieś daleko na wprost Doliny Rybiego Potoku. Pięknie – wyżyna pokryta porannymi mgłami rozświetlonymi prawie równoległymi promieniami słońca. Głęboki oddech i dalej w drogę. Idzie się wspaniale – jest pusto na szlaku, powietrze rześkie, trasa mija w oka mgnieniu. Szybko docieram na przełęcz i równie szybko z niej uciekam – temperatura poniżej zera i przenikliwy wiatr nie pozwalają zbyt długo kontemplować widoków słowackiej części Tatr. Ale pora jeszcze bardzo wczesna.

Schodzę tą samą trasą do schroniska spotykając już kilku turystów na szlaku. Widzę zdziwienie w ich twarzach – chyba zastanawia ich mój odwrotny kierunek wędrówki – śpiochy :). Słońce w międzyczasie zajęło miejsce zrobione przez księżyc – i jego pierwsze promienie docierają do mnie z okolic Rysów. Polecam zdjęcia (galeria) promieni przebijających się do dolinki znad grani. Pięknie – ale czy ja nie nadużywam tego słowa? Do schroniska docieram około 10 rano – tu jeszcze w miarę pusto (oczywiście jak na to miejsce). Szybkie ciepłe śniadanko – i w drogę. I tym razem na przełęcz, której jeszcze nie znam – Wrota Chałubińskiego.

Początkowo idę Ceprostradą – zdobywając wysokość zostawiam za sobą Morskie Oko i Czarny Staw skrzące się wspaniale w przedpołudniowych promieniach. Samo dojście do rozwidlenia szlaków to spacerek z Mnichem po lewej. Zawsze idąc tą trasą fascynuje mnie jak zmienia się ten strzelisty szczyt wraz z zdobywaniem wysokości o obchodzeniem go wkoło. Podejście do Wrót jest w dość kiepskim stanie (rozchodzone, drobne kamyki utrudniają pewne stawianie buta), co więcej śnieg zalega końcowe kilkadziesiąt metrów. Trzeba iść ostrożnie. Za to na przełęczy nie ma już takiego wiatru jak wcześniej pod Chłopkiem – można usiąść, odpocząć, posłuchać ciszy. I pstryknąć kilka zdjęć – pierwszy raz widzę Mnicha tak niepozornego od strony południowej. Już niedługo mam nadzieję, że pojawi się opis zdobycia i tego szczytu na naszej stronce.

Zrobiło się południe, mamy weekend i piękną pogodę więc na szlakach zaczyna się robić tłoczno. Czas wracać i zostawić sobie Tatry na jakąś kolejną okazję poznawania ich w 'bezludnej' szacie. Pozostał jeszcze szybki marsz do Morskiego Oka, gdzie w międzyczasie dzikie stado zrobiło inwazję. Pozostał tylko sprint do Palenicy i … do zobaczenia, gdy ponownie 'coś mi strzeli do głowy'.

Wracając mam jeszcze okazję do odrobiny śmiechu – zabieram stopowiczów do Zakopca. Biedni przeliczyli się z siłami i nie udało im się dojść do Czarnego Stawu Gąsienicowego. Doszli tylko do Morskiego Oka wycieńczeni. Gdy zaczynam tłumaczyć, że to rzeczywiście ambitne zadanie – przejść do Doliny Pięciu Stawów, stamtąd dopiero do Gąsienicowej etc. Czując konsternację domyślam się (o ja w ciemię bity), że chodziło o Czarny Staw pod Rysami. Wewnętrznie roześmiałem się po czym konstatacja – były takie czasy, gdy ja też je pomyliłem. Ech, pięknie było.

 

 

 

(Luk.)

Dodaj komentarz
TAK
777
NIE
808
Czy ten artykuł był dla Ciebie ciekawy?
Aby oddać głos, kliknij na rączkę
Aktualnie brak komentarzy!
GADABOUT.PL
projekt i wykonanie m3.net

Ta strona używa plików cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zamknij