Strona główna Dodaj do ulubionych Napisz do nas
O nas|Aktualności|Galeria|Dziennik wypraw|Kontakt
   
Mięguszowiecki Szczyt Wyżni, 06.2015

15 listopada 2014 roku postanawiam wejść na MSW. Wybieram się w piątek wieczorem, docieram w okolice Kazalnicy (zaraz pod) okoł godziny 23. Tu udaje mi się znaleźć kawałek płaskiego w miarę terenu. Kimam do rana. Noc miała być spokojna i bez mrozu. Niestety około 4 nad ranem zrywa się nagły mocny wiatr, po jakimś czasie cichnie. Rano budzę się a dookoła szron. Szczyt MSW tonie w chmurach, ściany pokryte szronem. Nie napawa to nadzieją, ale idę dalej. Na Przełęczy pod Chłopkiem wieje, że łeb urywa. 

Idę dalej, trawersuję kawałek, przewinięcie dość czujne. Potem schodzę na szeroką ławkę. Wydaje się, że to już droga po głazach. Idę do góry, dochodzę do miejsca, gdzie jest już tylko możliwy zjazd do Mięniej. Więc zawracam dochodzę bardzo nisko, wiem, że powinienem gdzieś trawersować na zachód. Ale w tej mgle i śliskich skałach trudno. Nie widzę dalej niż na 100m. Błądzę jeszcze pewnie z godzinę. W końcu decyduję, że to pewnie nie dzisiaj. 

Wycof po śladach, powrót do domu. Jeszcze tu wrócę. 

Kolejna próba była w zimie z Symonem - opisana wcześniej w aktualnościach.

 

W czerwcu podejmuję kolejną próbę!  To była dla mnie prawdziwa tatrzańska kondycyjna wyrypa.

Pobódka o 3, szybkie pakowanie, śniadanko i wyjazd w Tatry. W Palenicy melduję się o godzinie 6 rano i nie czekając ni chwili idę do Moka. Tu niestety za wcześnie na śniadanko, więc idę dalej. Niewiele ludzi już na szlaku, staram się jak najszybciej dotrzeć na Przełęcz pod Chłopkiem. To mój trzeci raz kiedy próbuję wejść na MSW.

 Dalej mam zamiar idąc jak najbardziej granią dojść do Przełęczy Hińczowej. Niestety już niedługo muszę zejść na stronę Słowacką i tak udaje mi się bez poblemów dojść do przełęczy. Stąd już bardzo łatwo i szybko docieram do Cubryny. Nareszcie chmury odpuszczają i mam pełen widoczek dookoła. Jest pięknie. I fantastycznie - od Chlopka jestem całkiem sam.

Decyduję się, by iść dalej do Zadniego Mnicha a stamtąd dotrzeć na szlak. Rozpoczynam granią, dość długo udaje mi się nią podążać. Niestety nie znam przebiegu dróg w tą stronę. Kiedy grań staje się zbyt stroma postanawiam zejść na stronę słowacką i tamtędy trawersować w stronę Mnicha. Schodzę coraz niżej, ciągle starając się zmierzać na zachód. Początkowo wydaje mi się, że są to miejsca chodzone. Niestety żadnych kopczyków. Coraz bardziej stromo, czasem trawersuję bardzo ryzykowne płyty nad duzymi stromiznami. Nie jest bezpiecznie. Docieram do miejsca, gdzie widzę już, że nie ma możliwości dalej schodzić (zbyt srtomo) a i trawers nie jest możliwy. Wycof.

Wracam w stronę Hińczowej Przełęczy. Udaje się dotrzeć bez przeszkód, ale jestem już mocno zmęczony. Wiem jednak, że stąd jest ścieżka taternicka wiodąca w kierunku mnicha. Niestety żleb w górnej części jest zaśnieżony. Śnieg jest mięki a ja w niskich butach. Kiepsko - szybko mam śnieg w butach a buty mokre. Nieważne, w końcu docieram o Małej Galerii Cubryńskiej. Tu odpoczywam oglądając z zazdrością wspinaczy na Mnichu. 

 Nie decyduję się schodzić Mnichowym Żlebem. - zbyt jestem wymęczony na tak piarżyste zejście. Wolę obejść Mnicha i dalej szlakiem do Moka. W Moku szybki obiadek i na dól. Do samochodu docieram około 20. mam w nogach 14 godzin na najwyższych obrotach. Będę czuł to przejście jeszcze wiele dni - ale było warto. W końcu MSW pozwolił mi wejść. Dzięki!

Dodaj komentarz
TAK
408
NIE
385
Czy ten artykuł był dla Ciebie ciekawy?
Aby oddać głos, kliknij na rączkę
Aktualnie brak komentarzy!
GADABOUT.PL
projekt i wykonanie m3.net

Ta strona używa plików cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zamknij